google.com, pub-3950091387891029, DIRECT, f08c47fec0942fa0 W drogę!

czwartek, 1 lipca 2021

Państwo dopłaci do samochodów elektrycznych. Sprawdź, ile!


Już wkrótce osoby, które planują zakup samochodu elektrycznego, otrzymają wsparcie finansowe. Znamy konkretne kwoty. Wiemy również, kto może liczyć na większe przywileje i jakie warunki  trzeba spełniać.

 

Państwo dopłaci do samochodów elektrycznych. Fot.: iStock.

Nabór już w lipcu

Jak ustalił we własnych źródłach portal WysokieNapiecie.pl, nabór wniosków o dofinansowanie zakupu samochodu elektrycznego ma ruszyć już w połowie lipca. Na pomocy w ramach programu „Mój elektryk” skorzystają nie tylko osoby prywatne, ale również przedsiębiorcy. Ci drudzy będą musieli poczekać jednak do przełomu trzeciego i czwartego kwartału bieżącego roku. Wsparcie obejmie też firmy będące klientami leasingowymi.

Wyższa cena, większy luksus

Według Wysokiego Napięcia, w porównaniu do wcześniejszych dopłat oferowanych przez rząd, zmienią się kryteria wpływające na komfort wybranego modelu. Wiąże się to z podniesieniem o 100 tys. zł. maksymalnej kwoty, jaką klienci będą mogli przeznaczyć na zakup pojazdu. W aktualnej edycji wyniesie ona 225 tys. zł., co pozwoli na przebieranie w modelach wyższej klasy niż dotychczas. Wcześniej zasady programu wnosiły limit kwoty zakupu w wysokości 125 tys. zł., co miało wystarczyć jedynie na małe, kompaktowe samochody, które zostały przygotowane na potrzeby realizacji dopłat.

Na jakie kwoty dotacji można liczyć?

Jak podaje serwis WysokieNapiecie.pl, przeciętny użytkownik może liczyć na wsparcie finansowe przy zakupie samochodu elektrycznego, w kwocie 18 750 zł. Najwięcej zyskają posiadacze Karty Dużej Rodziny, dla których dotacja wyniesie 27 000 zł. Warunkiem jest umieszczenie na zakupionym pojeździe informacji, że jego częściowe finansowanie zostało zrealizowane z publicznych pieniędzy.

Kto za to zapłaci?

Ciekawostką jest, że rząd na sfinansowanie projektu planuje przeznaczyć 100 mln zł. Część środków będzie pochodzić z unijnego Planu Odbudowy, jednak realizację projektu pokryją też z własnej kieszeni polscy kierowcy. W pewnej części bowiem pieniądze te będą pochodziły z dopłaty doliczanej do paliw. Jest to informacja ważna szczególnie teraz, kiedy ich ceny są najwyższe od 8 lat.

Realizacja przedsięwzięcia zaplanowana jest na lata 2021 – 2026.  

News4Media


 

wtorek, 29 czerwca 2021

30 lat temu wyprodukowano ostatniego „dużego fiata”. Ile kosztuje dziś?


Marzenie wielu Polaków dostojnie sunęło po naszych ulicach. Dziś Fiat 125p jest unikatem, a jego ceny bywają bardzo wysokie. 

 

30 lat temu wyprodukowano ostatniego „dużego fiata”. Fot.: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Samochód osobowy średniej klasy, produkowany w Polsce od 1967 roku na włoskiej licencji Fiata. Kiedy owa licencja wygasła w 1983 roku, nazwano go FSO 125p. Ale lepiej znany jest pod mianem „duży fiat”. Dokładnie 29 czerwca 1991 roku wyprodukowano ostatni egzemplarz.

Obok poloneza czy „malucha” był królem szos. Używali go taksówkarze, urzędnicy, policjanci, pogotowie ratunkowe. W sumie takich fiatów powstało dokładnie 1 445 699 z czego 586 376 sztuk trafiło na eksport. Największą wartość kolekcjonerską mają egzemplarze wyprodukowane przed 1975 rokiem oraz te z ostatniego 1991 roku. Sprawdzamy, ile teraz trzeba zapłacić za „dużego fiata”.

Żeby stać się właścicielem takiego auta, można, ale nie trzeba wydać dużo. Na jednym z największych portali aukcyjnych w Polsce ceny zaczynają się od kilku tysięcy złotych. 6 500 zł trzeba zapłacić za egzemplarz z 1981 roku. Sprzedawca zapewnia, że mimo swoich lat pojazd „pali, jeździ, hamuje. ”Nie jest ubezpieczone, nie ma przeglądu technicznego i trzeba go „dopieścić”.

Bardziej zadbany egzemplarz z 1984 roku to już wydatek 19 900 zł, ale za tę cenę można stać się właścicielem auta „w stanie kolekcjonerskim”. Malowane były tylko tylne błotniki. „Wnętrze czyste nieponiszczone.” – reklamuje sprzedający.

Jeżeli ktoś dysponuje większą gotówką, to za równe 50 000 zł może nabyć – co prawda przykurzonego – fiata, który na liczniku ma tylko 679 km przebiegu. Pochodzi z lat 80-tych. To jednak nic, bo 55 000 zł kosztuje w pełni odrestaurowana maszyna z 1973 roku. Przebieg (trudno uwierzyć, ale…) 1 km.

Najdroższy model, jaki udało się nam odnaleźć to limuzyna. „Kupiony w Francji na oryginalnych włoskich rejestracjach, jeżdżący w chwili zakupu, po kapitalnym remoncie, zarejestrowany w Polsce jako zabytkowy.” – czytamy w ogłoszeniu.

Sprawdziliśmy też portale motoryzacyjne. Tu wybór jest znacznie większy. Najtańsze fiaty kosztują 3 7000 zł (rocznik 1990), ale im więcej ofert, tym ceny wyższe. W końcu docieramy do maszyny za 56 000 zł. Lśniący, zielony, z przebiegiem 89 000 kilometrów. Pochodzi z 1973 roku. „Fiat jest w 90 proc. w oryginalnym lakierze (był naprawiany tylny lewy błotnik po kolizji z słupkiem). Fiacik jest w bardzo rzadkim kolorze (500 szt. tego modelu).” – reklamuje sprzedawca. 

News4Media 

 

czwartek, 13 lutego 2020

Długoterminowy wynajem samochodów


Długoterminowy wynajem samochodów zdobywa coraz większą popularność. Przybywa rozwiązań dla klientów indywidualnych. 
 



Długoterminowy wynajem samochodów jest usługą, z której dotąd korzystały głównie duże firmy i korporacje. Coraz chętniej w ich ślady idą także MSP, a nawet indywidualni klienci. Dlatego też ubiegły rok był dla branży udany, bo zanotowała ponad 10-proc. wzrost, a ten zapowiada się jeszcze lepiej ze względu na podwyżki cen samochodów osobowych. Rynek wciąż jest jednak daleki od nasycenia i ma duży dystans do zachodnioeuropejskich, gdzie auta wykorzystywane w tej formule stanowią nawet 70–80 proc. wszystkich pojazdów służbowych.

Wynajem długoterminowy to druga – obok leasingu – forma finansowania samochodów służbowych przez firmy, które nie chcą inwestować własnych środków we flotę. Jak podaje Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, z tego rozwiązania korzysta co piąty przedsiębiorca w Polsce, który decyduje się na służbowe auto.

– Miniony rok był udany dla rynku długoterminowego wynajmu aut. Pojawia się coraz więcej rozwiązań dostępnych również dla osób, które nie prowadzą działalności gospodarczej. Jeszcze do niedawna usługa najmu była kierowana głównie do klientów biznesowych i korporacyjnych, wśród nich jest już w zasadzie pewnym standardem – mówi Łukasz Domański, prezes Carsmile.

Z usługi dedykowanej dotąd głównie dużym korporacjom obecnie równie chętnie korzystają drobni przedsiębiorcy, a coraz częściej także klienci indywidualni.

– To pokazuje, że coraz bardziej świadomie podchodzimy do kwestii związanych z użytkowaniem samochodu – mówi Domański. – Wśród klientów indywidualnych rośnie świadomość, że samochód traci na wartości, a koszty ponoszone na wstępie, w momencie zakupu, nie są jedynymi. Na podstawie chłodnej kalkulacji są w stanie stwierdzić, że wynajem – mimo że klient fizycznie nie jest właścicielem tego samochodu – może być zdecydowanie bardziej opłacalny niż zakup auta za gotówkę. Dlatego widzimy rosnące zainteresowanie konsumentów tą usługą. W tym bądź przyszłym roku obie strony, czyli konsumenci i przedsiębiorcy, będą już równoważni na tym rynku – prognozuje Łukasz Domański.

Jak podaje PZWLP, w ubiegłym roku rynek wynajmu długoterminowego wzrósł o 10,6 proc. w ujęciu rocznym. Liczba nowych aut osobowych kupiona na jego potrzeby wzrosła o 6,1 proc. r/r, podczas gdy całkowita sprzedaż aut do firm, uwzględniająca wszystkie formy finansowania, wzrosła tylko o 2,1 proc. Na 392,6 tys. zakupionych nowych samochodów osobowych za 86,8 tys. odpowiadała branża wynajmu długoterminowego i jej udział w ogólnej sprzedaży zwiększył się o 0,8 proc. r/r. Branża wynajmu radzi sobie zdecydowanie lepiej niż sektor leasingowy. Związek Polskiego Leasingu podał, że w 2019 roku wartość wyleasingowanych samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony była o ponad 11 proc. mniejsza niż w 2018 roku.

– Bieżący rok może być dla branży wynajmu długoterminowego równie udany co poprzedni, m.in. ze względu na spodziewane podwyżki cen nowych samochodów. Mogą one sięgnąć nawet 20 proc. Podwyżki będą dużo boleśniej odczuwalne w przypadku zakupu samochodu na własność, za gotówkę czy kredyt. Wynika to z faktu, że w przypadku wynajmu w miesięcznych ratach spłacamy jedynie pewną część całkowitego kosztu zakupu samochodu, a nie całość – mówi Łukasz Domański.

Wynajem długoterminowy jest pod wieloma względami podobny do leasingu. Polega na wydzierżawieniu samochodu na okres wskazany w umowie. W obu przypadkach auto pozostaje własnością firmy leasingującej/wynajmującej, a klient jest tylko jego użytkownikiem. Różnica polega na tym, że wynajem zdejmuje z użytkownika konieczność pokrywania kosztów eksploatacji. Wydatki związane m.in. z ubezpieczeniem, naprawami i przeglądami są opłacane przez firmę wynajmującą.

– Jednym z wyzwań, które stoją przed branżą w tym roku, są kwestie związane z legislacją i koniecznością zmiany wzorców umów wynajmu i leasingu dla przedsiębiorców. W drugiej połowie roku te umowy będą musiały być bardziej przyjazne. Dzisiaj konsument jest objęty szeroką ochroną, natomiast w przypadku przedsiębiorców już tak nie jest. Stąd kwestia związana z dostosowaniem wzorców umów będzie pewnym wyzwaniem dla branży. Z drugiej strony to dla rynku szansa, ponieważ część przedsiębiorców, która nie miała dotąd do czynienia z wynajmem, być może zastanowi się nad tą formą finansowania, widząc, że umowa jest zrozumiała i napisana przyjaznym językiem – mówi Łukasz Domański.

W Europie Zachodniej wynajem długoterminowy jest obecnie podstawową formą finansowania firmowych flot. W niektórych krajach auta nabywane w tej formule stanowią 70–80 proc. wszystkich pojazdów służbowych. W Polsce ta usługa wciąż jest stosunkowo młoda, a rynek – jak podaje PZWLP – wciąż daleki od nasycenia. To powoduje, że ma przed sobą dobre perspektywy. Tempo rozwoju utrzymuje się na wysokim poziomie już od wielu lat – każdego roku po polskich drogach jeździ średnio o 12–14 proc. więcej samochodów służbowych finansowanych w ten sposób.
Newseria